Nie pokonasz...
Czuje się tak jakbym próbowała złożyć z tartej bułki, pieczywko. Serio...
Nie kumam jak mogłam dopuścić do tego, żeby ktoś sprawił, że czuje, że połowa mnie umarła.
Z Ani pozostał tylko pracoholizm. Jak skończy się Paczka chyba się zapłaczę.
Boje się, że to mi zostanie. Że już nigdy nic nie poczuję.
Nawet ja widzę, że to już przegięcie. A mimo wszystko ..
Czysta prawda
Ooo matko! Jak ja kocham się nad sobą użalać...
w kwestii formalnej.. głupiego dupka nadal kocham. Widocznie miłość niespełniona mi pisana.
Przynajmniej obiekt moich westchnień jest ze świata rzeczywistego i istnieje, więc nie do końca zbzikowałam ;)
Lepsze to niż gdybym nocami płakała w poduszkę, że o to mój luby ELF znów nie zadzwonił a znając moje szczęście to mój luby TROL :P
Zatem jak już mówiłam serducho mam sklejone i na wszelki wypadek zapięte na agrafkę. Boli jak cholera, ale żyć trzeba dalej.
Postanowiłam, że postawię sobie cel i będę go dzielnie realizować ku chwalę... no nie wiem raczej nie Ojczyzny... ku chwalę mej osoby. A co? Nie jestem warta poświęceń?:]
Cel: Zrealizować to co rozgrzebałam i nie zrealizowałam.
Zatem:
1. Kurs Pilota - zdać egzamin (albo chociaż do niego podejść;)
2. Prawo Jazdy na motor
3. Obronić się na ekonomii i pedagogice :]
4. Przebyć ten cholerny maraton ;]
Pewnie rozgrzebałam więcej rzeczy, ale to chwilowo priorytety ;D Natomiast kolejność jest przypadkowa.:P
W Imoli Panią wkurzyłam jak poprosiłam, żeby znalazła dokumenty sprzed 5 lat :P Serio serio w ogóle nie kuma idei zamykania rozdziałów ;P
2011-08-23 15:18:12skomentuj (1)
z pustki po sercu
Zastanawiam sie jak to jest, że pokochałam kogoś raz w życiu. Jak widać pokochałam naprawdę.
I to właśnie ten facet mnie nie chcę. To właśnie jemu do tego stopnia na mnie nie zależy, że nawet się do mnie nie odezwie.
Jak to jest, że obiecałam sobie, że zakocham się i pokocham tylko raz w życiu i nagle okazuje się, że... pomyliłam się.
Nie nie pomyliłam się. Mam wrażenie, że to nauczka. Że przez 1.5 roku była najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Oddychałam dla niego. Kochałam jak jego serce biło dla mnie. Jak się o mnie troszczył i martwił. I nagle musiałam spaść z nieba, żeby poczuć, że nie wszystko jest mi dane. Że nie na wszystko zasługuje. Bo zabrakło mi pokory. Myślałam, że mogę chodzić po wodzie i odpoczywać na puchatych chmurkach. Ale to nie prawda ... nie każdy zasługuje na to by być kochanym.
I tak doszłam do wniosku, że nie mogę ciągle szukać ratunku przed życiem w ramionach facetów. Zawsze wybierałam prostą metodę radzenia sobie z rozstaniem. Znajdź drugiego. Zwykle go raniłam. Nie specjalnie po prostu od samego początku było wiadomo, że nie da mi szczęścia. Bo ja nie wiem czego chcę.
I tak wymyśliłam sobie 6 miesięcy braku związku, żeby już nikogo nie krzywdzić. Nie chcę już być topielcem, który zatapia ratownika. Nie chcę. Co gorsza nie wiem czy kiedykolwiek komuś zaufam. Nie wie czy chcę by w życiu pojawił mi się kolejny człowiek demolka. Tak jak M. chyba nikt mi życia nie przewrócił do góry nogami.
Ostatnio zastanawiałam się i .. nawet nie wiem czy on by ukoił mój ból. Wiem, że o ile 2 tygodnie temu rzuciłabym wszystko jeśli by tylko powiedział, że mnie kocha i wraca. O tyle dziś... dziś musiałby bardzo o mnie walczyć. A wiemy, ze nie będzie. Nie jestem warta walki i po kilku związkach już wiem, że ZAWSZE jest coś ważniejszego ode mnie. Zawsze z czymś przegrywam. Z inną, samolotami, karierą i kolegami. Zawsze. A ja jeśli z kimś jeszcze kiedykolwiek będę chcę być dla niego najważniejsza. Pełny egocentryzm. Zawsze rezygnuje ze swojego szczęścia dla "drugiej idealnie połówki" i zawsze za to obrywam. Już nie chcę. Już nie mam siły. Tym razem ledwo się pozbierałam. I nadal widać braki. Z serca wieje wielka dziura widocznie wiatr te kawałki gdzieś wywiał. A może hektolitry łeż ją wypłukały nie wiem. Po prostu wiem, że następnym mogę sobie nie poradzić. To ponad moje siły.
2011-07-25 10:11:21skomentuj (0)